R.E.MM.

Ying i yang, czarne i białe plus i minus, Mars i Venus albo cokolwiek innego

10 September 2015
Myślę że oprócz tłumaczenia postów Mathilde czas żebym napisał czasami coś sam. Tak chyba wypada skoro jestem współ-autorem całej tej historii.

Pływałem na wielu jachtach w wielu różnych miejscach jednak ten rejs jest dla mnie specjalny bo to nasz pierwszy rejs rodzinny. Żeglowanie od dawna jest moją pasją, a dzielenie tej pasji z moją partnerką i naszymi dziećmi było i jest moim wielkim marzeniem. Marzeniem które uda nam się wspólnie spełnić (z odrobiną szczęścia i z pomyślnymi wiatrami)

Od początku w kwestii przygotowań zwróciłem uwagę że będzie to rejs zupełnie inny, unikatowy w porównaniu z tym do czego jestem przyzwyczajony. To nie jest pływanie komercyjne, dla klienta, patrząc na zegarek a nie na pogodę. Oczywiście są fundamenty które nigdy się nie zmieniają jak bezpieczeństwo, komunikacja i gotowość jednostki.

Jednak przez to że to rejs inny niż poprzednie, jestem bardzo wdzięczny Mathilde za to że przygotowujemy się do niego wspólnie. Mimo że w różnych kwestiach nie jesteśmy w stanie w tej chwili sobie pomóc to jednak uzupełniamy się w naszych zadaniach. Wiem też że będę bardzo szczęśliwy gdy będąc 1000km od najbliższego lądu będę mógł jeść konfitury ze śliwek z naszego ogrodu a nasze dzieci nie będą chodziły od tygodnia w tej samej parze majtek... (aż jestem ciekawy czy przetłumaczy to na francuski!?)

do usłyszenia!

...because it is not just about deck-scrubbing .... bo nie żeglujemy tylko żeby skrobać pokład

10 September 2015


Ci którzy spędzili trochę czasu żeglując, więdzą że trzeba poświęcić pewną część czasu dla jachtu. Nie jest to tylko samo płynięcie, czyli manewry, refowanie, zwroty itp. Codzienna praca związana ze sprzątaniem i generalnym zajmowaniem się jachtem pochłania sporą część czasu i to i nie wspominając o naprawach wszelkich awarii wszystkich możliywych systemów na pokładzie.
Ale, ALE, nie żeglujemy po to żeby skrobać pokład czy po to żeby serwisować silniki. Żeglujemy bo pozwala nam to robić czego inaczej robić byśmy nie mogli, a jacht, jako środek transportu daje nam tą unikotawą szansę i możliwość. Tak, dla mnie osobiście żeglowanie jest celem samym w sobie i często w dobrej pogodzie sprawia mi większą przyjemność niż cokolwiek innego na lub blisko lądu. Jednak z punktu widzenia globalnego, punktu widzenia rodziny, patrzymy na aspekt żeglowania, bycia na lądzie i pomiędzy czyli w porcie i w kotwicowiskach. Co do bycia na lądzie, nie będziemy bardziej ekstrodynarni od wszystkich innych turystów którzy przybyli tam na swoich rowerach, poduszkowcach, jet-packach. I dlatego chcę się skupić na naszych zajęciach i rozrywkach na pokładzie.
Owe, dzielą się się na dwie kategorie: w trakcie żeglugi i w portach/kotwicowiskach. Ocyzywiście niektóre będą ubniwersalne.
Gdy płyniemy, łowimy. Mamy całkiem sensowny ekwipunek do łowienia w wodzie głębokiej. Jesteśmy (a na pewno będziemy przed wypłynięciem) gotowi na ryby w granicach 35-50kg, a to znaczy że nawet coś większego pewnie uda na m się wyciągnąć na pokład. Chłopcy biorą swoje standardowe wędki do łapania wszystkiego co się rusza w kotwicowiskach i portach. Będziemy pisali więcej o rybach i ekwipounku w trakcie rejsu.
Żeglowanie automatycznie limituje opcje spędzania czasu wolnego. Nire można np. powiedzieć: idziemy na kręgle, czy do kina. Łódka daje szanę spędzenia prawdziwego wspólnego czasu. Mamy pełną szafę gier planszowych - idealne dla kogolwiek pomiędzy 8 i 88 lat. Natomiast na momenty kiedy mamy ochotę być trochę z samym sobą wyposażyliśmy się Kindle. Nie bylibyśmy w stanie wziąć wystarczająco książek na sześcio-miesięczną podróż gdyż Robin konsumuje 400 stronnicową książkę w średnio trzy godziny. Więc ze względu na ochronę lasów i ograniczoną ilość miejsca, to była opcja najlepsza. W dodatku Kindle jest przydatny do przechowywania książek kucharskich, przewodników turystycznych instrukcji obsługi. Chłopcy biorą ze sobą odtwarzacze mp3 - kilka znajomych kawałków zawsze poprawi humor, niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Mamy na pokładzie TV, który jednak nie wybrażamy sobie zbyt często używać - nasz domowy głównie zajmuje się zbieraniem kurzu. Tak czy inaczej po trzecim dniu opadu śniegu na Karaibach możemy wrzucić popcorn mikrofalówki a z klucza USB puścić Kevin sam w domu.
Gdy Jesteśmy na kotwicowisku, nasze drzwi otwierają się na raj sportów wodnych. Większość miejsc w których będziemy będzie miała ciepłą tzn 25+, i krystalicznie czystą wodę. Wskakując do wody z goglami i płetwami znajdujemy się w egzotycznym akwarium, a to już samo w sobie ma duży urok. Wszyscy bierzemy płetwy, laski, fajki i krótkie pianki do snorkellingu. Jacht jest wyposażony w kompresor do nurkowania dający autonomie 30m - pozwala to na rutynowe prace pod jachtem (czyszczenie, sprawdzanie śrub, anodów), sprawdzanie kotwicy, ale również na podwodne polowania z kuszą i eksploracje. Mamy na pokładzie dwa pontony z silnikami zaburtowymi. Jeden 3.8m dmuchany z 6 konnym silnikiem da chłopcom możliwość przemieszczenia się w kotwicowiskach, aby znaleść swoich kolegów na innych jachtach, albo żeby płynąć do plaży. Drugi, pięcio metrowy RIB z 50 konnym silnikiem daje nam opcje wybierania kotwicowisk bardziej oddalonych od lądu, jest naszym zabezpieczeniem w przypadku awarii obu głównych silników jachtu, ale co ważniejsze, z przyczepionym dmuchanym krążkiem staje się środkiem wielu wielu godzin świetnej zabawy (w zależności od naszej szczodrości z benzyną...) W opcji bardziej przyjaznej środowisku, zabieramy dmuchany Stand up Paddle - idealny do eksplorowania ciasnych zakątków inaczej nie dostępnych ani z lądu ani z wody. Również że względu na szczodrość ...... mamy treningowy latawiec. 3 metry kwadratowe, do uczenia sie kontrolowania lotu zanim zaczniemy kitesurfing na poważnie z większymi latawcami i z deskami oczywiście.
A więc jak widzicie podhcodzimy do zabawy poważnie. To integralna część życia żeglarskiego, lub po prostu życia

Po drodze na zachód będziemy zbierali obserwacje i komentaże którymi oczywiście się podzielimy.






Those who did a bit of cruising on a sailing yacht will know very well that there is a reasonable amount of work to be done on the boat pretty much all the time. Not simply getting the boat going, which involves team effort for reefing, tacking etc. The general maintenance and day-to-day cleaning takes up a good part of time on board not even mentioning the repairs of the failing equipment which happens almost constantly.
But. BUT. We don't go sailing to scrub decks or to change engine fluids. We sail as it allows us to do things we could not do otherwise, and the yacht is simply the mean of transport to achieve it. Yes, for me personally the sailing part is as much fun or sometimes even more fun than exploring new places or playing in and on the water. Yet, for the family I believe that those play equal parts and all are important. As for exploring ashore, things are pretty standard and similar to other adventurous tourists who arrived by boats, bikes, jet-packs. That's why I would like to focus a little on leisure activities aboard.
They fall into two major categories. Under-way and in port/at anchor. Some can obviously be done in both circumstances.
When we sail we will fish. We have a reasonable gear for trail fishing. We are (or will be when we depart) ready for fish up to 35-50kg, so even bigger catches should be possible to land. Boys also take along two casting rods and simple fishing poles for when in an anchorage etc. We will write more on fishing as we go, with more details on material, ideas, issues.
Sailing, due to somewhat limited means of going out - its not easy to say, go bowling or to the cinema - is a great place to spend real time together. We have a full cupboard of board-games. An easy way to amuse anyone from 8 to 88 years old. And for those moments when once feels more like being alone we opted for Kindles. We could not possibly bring along enough books to last for 6 months. Robin reads a 400 page book in 3h so to save the forests and boat space this is very much the best option... Kindles are also handy for cook books, manuals for equipment aboard and guides for destinations we travel to. Other than that, boys will have their mp3 players - a bit of known tunes makes you feel better no matter where you are in the world. We have a TV on board but since we do not really watch it at home it will probably not serve us a great deal. Still on a third rainy day in the Caribbean we can get the popcorn in the microwave and put a movie on.
When we are at anchor, we are in a water-sports paradise. Most of time we will be in warm - meaning 25+ degrees water so simply jumping of the bow with goggles on to sneak up on the local inhabitants is already pretty amusing. We are taking the snorkelling equipment. Fins, tubes, masks and shortie-wetsuits. Our yacht is equipped with a diving compressor with autonomy up to 30m form the yacht, allowing to undertake general maintenance and anchor checks but also underwater fishing and exploring. We have two dinghies aboard. One an inflatable 6hp plastimo allowing our boys to have some autonomy in the anchorages, visiting their friends on other boats or simply doing the crucial bread runs in the mornings. The other one, a 50hp rigid floor 5m rib which with conjunction with the inflatable towable doughnut becomes a flying fun-machine. And on the more eco-friendly side we take along am inflatable stand up paddle board - a great option to explore the tiny inaccessible creeks. Also thanks to generosity of ...... we have a training kite to learn the flying skills on the terra firma before getting on a board with the bigger, more powerful kites.
So as you can see we take fun seriously. It is a vital part of cruising, and life too, or at least I think it should be.

As we make our way west we have plenty comments and observations on what works and what does not. And we will keep you updated.

Śmierć przez tysiąc detali, czyli historia Zigzaga. Death by thousand details aka story of Zigzag

05 September 2015
Muszę przyznać że przygotowania zaczynają mnie męczyć i denerwować. Szczerze cieszę się na dzień w którym rzucimy liny i odpłyniemy w kierunku pierwszego portu gdzieś w Hiszpani (może Alicante może gdzieś na Ibizie)
W przygotowaniu takiej podróży - na długo, ale nie bardzo długo, z dziećmi w wieku szkolnym i z niemowlakiem, na jachcie, na oceanie... - jeest tak wiele rzeczy o których trzeba myśleć, że tak naprawdę są dwa wybory: czekasz aż wszystko będzie zapięte do końca i 100% gotowe, a to oznacza że nigdy nigdzie nie pojedziesz bo to jest fizycznie nie możliwe. Wybór drugi, w którymś momencie po prostu płyniesz (jedziesz, lecisz) i po drodze zostaje ci kilka małych niespodzianek do odkrycia i poradzenia sobie z.

A żeby zobrazować jak szerokie jest spektrum naszych aktualnych wyzwań: musimy zdecydować o przyszłości naszej złotej rybki. Zigzag. Pewnego dnia Elouan oddając celny strał z wiatrówki w zupełnie niewinny balonik w nagrodę dostał złotą rybkę. To żaden problem, wszyscy przecież wiemy jak to działa. Oczekiwana długość życia w swoim słoiku to kilka miesięcy. Potem, pewnego smutnego dnia z pełną powagą uczestniczymy w ceremoni pogrzebowej i podróży do nowego życia drogą kanalizacji ściekowej. Koniec historii. Zigzag natomiast, niedawno obchodził swoje trzecie urodziny i jest w świetnej formie. Kilkukrotnie przejechał wzdłuż Europę i nigdy nie zwerbalizował żadnych skarg na spędzanie 18 godzin w plastikowej butelce włożonej w drzwi samochodu. Poza tym ustanowil swój nowy rekord abstynencji od strawy kiedy nasz długi weekend okazał się bardzo długi i nie było nas w domu 12 dni. Mam nadzieję że nikt nie poda naszego kontaktu do agnecji opieki nad zwierzętami...
Wiemy jednak że nie zostawimy go w domu na sześć miesięcy, a znalezienie kogoś kto jest gotowy się zaopiekować rybką nie jest takie proste jak można by się spodziewać. A więc rezerwujemy hotel? Czy też stanie się pierwszą złotą rybką w historii która przepłynęła Atlantyk (bez kontaktu ze słoną wodą!) Czy jednak spróbujemy ją jako przynętę żeby złapać coś większego?

Z drugiej strony spektrum zastanawiamy się jakie konkretne elementy powinny trafić do naszej torby ewakuacyjnej (to torba która jest gotowa do złapania w przypadku konieczności nagłego opuszczenia jachtu do tratwy ratunkowej) biorąc pod uwagę że będziemy żeglować z niemowlakiem. Pieluchy, słoiki z jedzeniem, co jeszcze?

Pomiędzy przygotowywaniem się na bardzo mało prawdopodobny scenariusz ewakuacji i przyszłością złotej rybki jest bardzo bardzo bardzo dużo innych rzeczy o których trzeba nam zdecydować, zaplanować, zorganizować, kupić/sprzedać, zdecyować a data wypłynięcia zbliża się dużymi krokami.

Tak czy inaczej będziemy gotowi. Nawet jeśli będę musiał przeznaczyć jeden z kanistrów na tymczasowy dom Zigzaga, gdzie będzie mógł się chować w zenzie pod podłogą przed inspektorami weterynaryjnymi i obowiązkową kwarantanną.


Ok, getting ready for the trip is getting on my nerves. I am very much looking forwards to slipping lines and setting course for the first port of call somewhere in Spain (maybe Alicante, maybe somewhere in Ibiza).
There are so many things to think that I am certain that there are two choices: either you wait until everything is ready - and you will never go as it is just not possible, or: at some point you just go. And then you see how it goes, picking up the lost bits under way as they come.

And just to give a brief idea of the wide spectrum of challenges we are faced with: we have to decide what to do with our gold fish. Zigzag. Elouan won it when he shut a balloon with a bb gun one day somewhere at an amusement park. No problem. We all know how it works. They have a life span of few months living in their jar. Then we cry a little bit and flash it down the toilet in all seriousness and forget the whole story. Well, Zigzag is now three years old and feeling better than ever... It has travelled several times across Europe and never complained about spending 18 hours in a plastic bottle stuffed in the car door. Also he set his new record this year for not eating anything during 12 days, when our holiday with friends and grandparents got unexpectedly extended. I honestly hope we will not get reported for mistreatment.
But we know that we cannot leave him for six months and even though its just a gold fish in a glass bowl it is not easy to get someone to look after it for half a year. So do we book a hotel? Or will it become a first gold fish to cross the Atlantic (without touching salt water)? Or should we try it as a bait to catch something bigger?

And on the other side of the spectrum we are wondering what specific items should get into our ditch-bag (the bag you grab when about to abandon ship into a life raft) considering that we will have our one year old with us. Nappies, little pots with baby food. what else?

Between the sinking ship scenario and getting in the life-raft with children and deciding on the future of Elouan's gold fish there are many many many other things to decide, consider, order, buy/sell, plan for, choose and the closer we get to departure date the more tense things get.

But we will get there. Even if I have to spare one of the jerry cans to fill up with fresh water to hide Zigzag from the quarantine inspectors.

This time its for real!

04 September 2015
So here we are, two years after the first initial ideas and dreams it appears that a fraction of it is about to come true. In the same REMM crew, now bigger with another 'M' for Manoe, our very soon to be One Year Old daughter, in few weeks we are setting off on a transatlantic trip.
We will sail from Port-la-Nouvelle in France via Gibraltar, Morocco, Canaries, Senegal (maybe), Cape Verde, across the Atlantic to the Caribbean. Then depending on our final decisions either by the north or south route we will reach Panama to explore the San Blas.
The yacht, 'Lymbao', a 14.70 Privilege catamaran has all the equipment we will require on this journey both for safety and reasonable comfort.

The departure date is approaching very quickly with only six weeks to go. The preparations are in full swing. On the land-side we have to 'shut-down' our life for 6-7 months and that requires certain actions in terms of our jobs, boys' schools, house, car etc. We are closely looking at medical requirements and risks, considering that we will travel with three children one of which will be just over 1. On the ocean-side of preparations there are some items to tick off the list before we set sail. We have to get the watermaker operational. There's also few details to touch up on the plumbing side, stitching of the sail and cockpit covers, zodiac engine trim. Then, once stocked up on charts, pilots, school books, pasta and tins of chilli con carne we will be ready to set course to SOUTH.

We are a bit o floating Tower of Babel, and the same goes for our blogs. My partner continues her blog from the Round the World trip in 2013 here: http://100merveillesdumonde.blogspot.fr/
The blog is in French and occasionally, when I get a chance I translate into Polish - my mother tongue. Depending on time I will translate to English.
REMM(m) on sailblog will stay focused on the sailing and technical side of the voyage. Also it will remain being edited in English.

stay tuned!

deja vu+

23 August 2013 | PF
Marcin
Once again we had a great few days onboard the yacht we stayed on in May. Same place and same boat yet things are different now. It does appear that the distant notion of an ATW trip is becoming slightly more visible on the horizon.
At this point it still feels like a bit of a lucid dream but it will be pretty awesome to look back and think that we have actually decided to do it there and then and now we (in the future!) are doing it!

As much as I dismiss the idea of money ever being an issue, one of our current challenges is raisins funds to be able to acquire a sea worthy and comfortable vessel to live-aboard and cruise the world. I am not worried, I ma excited waiting to see how that comes along since I know that it will!

7Ps

12 June 2013
I have used mindmanager application for the last few years both at work and at home. It is a great tool for drawing up ideas for a project, tracking its progress, swot analysis and lots LOTS more other things.
I am now using it to plan our RTW adventure. The more I sit with it the more things become clear in terms of which areas will require more time, more money, which ones might potentially be more challenging to conquer and so on.
I wonder how other families plan their adventures...
Vessel Name: REMM
Vessel Make/Model: Privilege 14.70
Hailing Port: Le Puy en Velay
Crew: Marcin, Mathilde, Robin, Elouan, Manoé
Gallery Error: Unknown Album [1:]:26614
REMM's Photos -

Transat 15/16

Who: Marcin, Mathilde, Robin, Elouan, Manoé
Port: Le Puy en Velay